Rozalia nas zaprowadziła do... sierocińca. Pełnego małych dzieci, małych wkurzających dzieci. Wiedziałam, że nie mogę zabijać bo nas złapią, więc wyszłam i przed bramę i zaczęłam rysować na bruku.
*Po jakimś czasie*
- Tei, idziemy stąd - mruknął Judal. Widać, że był wkurzony. Nie dziwię się.
- Gratuluję, że tyle wytrzymałeś z tymi... dziećmi - powiedziałam zmuszając się do spokoju.
- Nie o to chodzi... - odparł
- Poczekajcie na mnie! - krzyknęła do nas Rozalia.
I wtedy usłyszałam strażników za plecami: "To chyba nie jest kotołak".
- Judal, chyba wyczuli, że nie jesteś kotoła - powiedziałam, ale nie zdążyłam dokończyć bo nas zatrzymali.
- Ej, wy! Zatrzymajcie się!
- No świetnie, tylko tego brakowało - mruknął Judal
- TY! - wskazał na chłopaka - Zamień się w kotołaka! - rozkazał
- Nie umiem bo nie jestem kotołakiem. - powiedział poirytowany i po chwili dodał cicho - Dość słaba ochrona jeśli dopiero teraz to wyczuli...
Niestety nie zdążył zareagować, gdy powalili go na ziemię. Przytrzymali go żeby nie wstał.
- To będzie się działo... Macie popcorn? - spytała Rozalia
- Tei, pomożesz? - zapytał niby niewinnym głosem Judal - i dołączam się do pytania Rozalii.
Strażnicy nie zauważyli gdy zostali nabici na katanę. Wkrótce zbiegli się inni. Postanowiłam zamienić się w cień, wyskakiwałam zza nich i zabijałam.
Po chwili wszyscy strażnicy leżeli martwi, a Rozalia i Judal siedzieli i patrzyli.
Rozalia? Judal?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz