Nie dość, że wczoraj dowiedziałem się, że Tei się we mnie zakochała dziś Rozalia zabarała nas właśnie TAM. Prosto pod drzwi...Sierocińca. Mnóstwo twarzy małych dzieci. Niby nienawidzę dzieci, ale w tym stanie...Można powiedzieć, że "kogoś" mi przypominają. Im dłużej na nie patrzyłem tym więcej wspomnień powracało. Ktoś przyszedł więc mają wesołe twarzyczki, ale wkrótce po tym jak pójdziemy pewnie dostaną zganione za zbytnią ekscytacje. Przynajmniej tak było tam. I wątpię żeby gdziekolwiek było inaczej. Bez namysłu wybiegłem z budynku. Znalazłem się w samym centrum miasta kotołaków. Co prawda nie wszyscy mieli ogon czy uszy, ale wiadomo, że to kotołaki. Nikogo innego by tu nie wpuścili...Choć ja przeszedłem. Cóż...Bywa. Zmierzałem w kierunku bramy którą można było wyjść z miasta. Jednak nagle ktoś mnie zatrzymał. To była Rozalia. Zaciągnęła mnie w uliczkę w której nikogo nie było.
-Co Ci się stało?-spytała. Ja wzruszyłem ramionami.
-Nic. Po prostu nie lubię dzieci-wymyśliłem na szybko jakąś wymówkę.
-Coś Ci nie wierze-stwierdziła przeszywając mnie podejrzliwym wzrokiem.
-To mi uwierz-powiedziałem zupełnie obojętnie-Mogę już stąd iść? Kręci się tu mnóstwo kotołaków, a ja jestem człowiekiem jeśli zapomniałaś.
-Ciszej-szturchnęła mnie lekko-Jeśli ktoś Cię usłyszy to po nas-dodała.
-Dlatego chce stąd iść-mruknąłem. Chcę stąd iść jak najszybciej! Po co ona mnie tu jeszcze zatrzymuje!
-To po co chciałeś tu przyjść?-spytała przewracając oczami.
-Bo nie wiedziałem gdzie idziemy?-odparłem także pytaniem. Zaskakuje mnie czasem jaka ona potrafi być tępa...
-Pójdziemy stąd jak powiesz o co chodzi-Ugh, ona chyba serio nie miała zamiaru odpuścić.
-Nie twoja sprawa-mruknąłem-Nie wiem jak to jest u kotołaków, ale ludzie są okropni-dodałem cicho.
-Czemu teraz o tym wspominasz?-spytała chyba lekko zdziwiona.
-Nie twoja sprawa!-krzyknąłem i wyszedłem z zaułku. Przechodząc obok...Sierocińca...Zobaczyłem Tei siedzącą na kamieniu i rysującą tasakiem w ziemi podobizny dzieci tyle, że martwych. Doprawdy urocze. Gdyby nie zaistniała sytuacja może bym nawet jakoś to skomentowałem, ale teraz nie ważne.
-Tei idziemy stąd-mruknąłem. Dziewczyna od razu poszła za mną. Kierowaliśmy się do bramy. Po chwili dobiegła do nas Rozalia.
Rozalia, Tei co dalej?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz