Nie dość, że wczoraj dowiedziałem się, że Tei się we mnie zakochała dziś Rozalia zabarała nas właśnie TAM. Prosto pod drzwi...Sierocińca. Mnóstwo twarzy małych dzieci. Niby nienawidzę dzieci, ale w tym stanie...Można powiedzieć, że "kogoś" mi przypominają. Im dłużej na nie patrzyłem tym więcej wspomnień powracało. Ktoś przyszedł więc mają wesołe twarzyczki, ale wkrótce po tym jak pójdziemy pewnie dostaną zganione za zbytnią ekscytacje. Przynajmniej tak było tam. I wątpię żeby gdziekolwiek było inaczej. Bez namysłu wybiegłem z budynku. Znalazłem się w samym centrum miasta kotołaków. Co prawda nie wszyscy mieli ogon czy uszy, ale wiadomo, że to kotołaki. Nikogo innego by tu nie wpuścili...Choć ja przeszedłem. Cóż...Bywa. Zmierzałem w kierunku bramy którą można było wyjść z miasta. Jednak nagle ktoś mnie zatrzymał. To była Rozalia. Zaciągnęła mnie w uliczkę w której nikogo nie było.
-Co Ci się stało?-spytała. Ja wzruszyłem ramionami.
-Nic. Po prostu nie lubię dzieci-wymyśliłem na szybko jakąś wymówkę.
-Coś Ci nie wierze-stwierdziła przeszywając mnie podejrzliwym wzrokiem.
-To mi uwierz-powiedziałem zupełnie obojętnie-Mogę już stąd iść? Kręci się tu mnóstwo kotołaków, a ja jestem człowiekiem jeśli zapomniałaś.
-Ciszej-szturchnęła mnie lekko-Jeśli ktoś Cię usłyszy to po nas-dodała.
-Dlatego chce stąd iść-mruknąłem. Chcę stąd iść jak najszybciej! Po co ona mnie tu jeszcze zatrzymuje!
-To po co chciałeś tu przyjść?-spytała przewracając oczami.
-Bo nie wiedziałem gdzie idziemy?-odparłem także pytaniem. Zaskakuje mnie czasem jaka ona potrafi być tępa...
-Pójdziemy stąd jak powiesz o co chodzi-Ugh, ona chyba serio nie miała zamiaru odpuścić.
-Nie twoja sprawa-mruknąłem-Nie wiem jak to jest u kotołaków, ale ludzie są okropni-dodałem cicho.
-Czemu teraz o tym wspominasz?-spytała chyba lekko zdziwiona.
-Nie twoja sprawa!-krzyknąłem i wyszedłem z zaułku. Przechodząc obok...Sierocińca...Zobaczyłem Tei siedzącą na kamieniu i rysującą tasakiem w ziemi podobizny dzieci tyle, że martwych. Doprawdy urocze. Gdyby nie zaistniała sytuacja może bym nawet jakoś to skomentowałem, ale teraz nie ważne.
-Tei idziemy stąd-mruknąłem. Dziewczyna od razu poszła za mną. Kierowaliśmy się do bramy. Po chwili dobiegła do nas Rozalia.
Rozalia, Tei co dalej?
środa, 6 sierpnia 2014
Od Rozalii
Stałam przy tej dwójce.
- Czy ominęło mnie coś ciekawego? - spytałam.
- Nic... - odpowiedział Judal.
- To dobrze - powiedziałam.
- Gdzie tak w ogóle byłaś? - spytał nagle.
- Na pewno chcesz wiedzieć? - zapytałam.
- Tak! - odpowiedział zdecydowanie.
- To Ciebie nie będzie interesować - powiedziałam złośliwie.
- No powiedz! - wręcz błagał.
- Mogę zaprowadzić was rano - zgodziłam się.
- To świetnie - powiedział.
- Idę spać! Wam też radzę! - powiedziałam im.
Wspięłam się na drzewo i położyłam na gałęzi. Nie wiem czemu, ale lubię tak spać. W końcu jakimś czasie udało mi się usnąć.
*Rano*
Wstałam dość wcześnie. Słońce niedawno wzeszło. Trochę się naczekałam, aż tamta dwójka wstanie. Naprawdę sporo im to zajęło. Kiedy oni spali, ja wzięłam kilka potrzebnych rzeczy.
- Na pewno chcecie tam ze mną iść? - spytałam.
- Jasne - odpowiedział mi Judal.
- W takim razie idziemy! - powiedziałam.
Nie sądziłam, że będą tak chcieli iść. Nie wiem czy spodoba im się tam. Poza tym, boję się co się stanie, jeśli odkryją, że Judal to człowiek i Magi. To może być problem. Po jakichś 30 minutach, byliśmy już na miejscu. Za zdziwieniem patrzyli na budynek. To był sierociniec, ale nie ludzki, tylko kotołaków. Jak tylko weszliśmy zbiegły się do nas maluchy. Z radością mnie witały. Przychodziłam tam bardzo często, ponieważ w takich miejscach zwykle źle się traktuje dzieci. Wbrew pozorom, potrafię być miła.
- Hej maluchy! - powitałam ich.
- Witamy! Wreszcie przyszłaś! - cieszyli się.
Judal dziwnie się zachowywał. W końcu wybiegł z budynku. Czyżby wystraszył się tylu kotołaków? Nie... To nie w jego stylu. Poszłam za nim. Gdzieś go w końcu znalazłam.
- Co Ci się stało? - spytałam.
Judal? Odpowiedz, jasne?
- Czy ominęło mnie coś ciekawego? - spytałam.
- Nic... - odpowiedział Judal.
- To dobrze - powiedziałam.
- Gdzie tak w ogóle byłaś? - spytał nagle.
- Na pewno chcesz wiedzieć? - zapytałam.
- Tak! - odpowiedział zdecydowanie.
- To Ciebie nie będzie interesować - powiedziałam złośliwie.
- No powiedz! - wręcz błagał.
- Mogę zaprowadzić was rano - zgodziłam się.
- To świetnie - powiedział.
- Idę spać! Wam też radzę! - powiedziałam im.
Wspięłam się na drzewo i położyłam na gałęzi. Nie wiem czemu, ale lubię tak spać. W końcu jakimś czasie udało mi się usnąć.
*Rano*
Wstałam dość wcześnie. Słońce niedawno wzeszło. Trochę się naczekałam, aż tamta dwójka wstanie. Naprawdę sporo im to zajęło. Kiedy oni spali, ja wzięłam kilka potrzebnych rzeczy.
- Na pewno chcecie tam ze mną iść? - spytałam.
- Jasne - odpowiedział mi Judal.
- W takim razie idziemy! - powiedziałam.
Nie sądziłam, że będą tak chcieli iść. Nie wiem czy spodoba im się tam. Poza tym, boję się co się stanie, jeśli odkryją, że Judal to człowiek i Magi. To może być problem. Po jakichś 30 minutach, byliśmy już na miejscu. Za zdziwieniem patrzyli na budynek. To był sierociniec, ale nie ludzki, tylko kotołaków. Jak tylko weszliśmy zbiegły się do nas maluchy. Z radością mnie witały. Przychodziłam tam bardzo często, ponieważ w takich miejscach zwykle źle się traktuje dzieci. Wbrew pozorom, potrafię być miła.
- Hej maluchy! - powitałam ich.
- Witamy! Wreszcie przyszłaś! - cieszyli się.
Judal dziwnie się zachowywał. W końcu wybiegł z budynku. Czyżby wystraszył się tylu kotołaków? Nie... To nie w jego stylu. Poszłam za nim. Gdzieś go w końcu znalazłam.
- Co Ci się stało? - spytałam.
Judal? Odpowiedz, jasne?
Od Tei: Wyznanie
Postanowiłam mu to w końcu wyznać. Po 4 latach. Nie myślałam o konsekwencjach, że mnie odrzuci, albo nie będzie chciał ze mną rozmawiać, albo widzieć. Chciałam to tylko powiedzieć. Po tych 4 latach. Usiadłam na trawie przy samym brzegu jeziora i patrzyłam na Judal'a. Usiadł obok mnie.
- Judal, bo wiesz już trzymam to w sobie 4 lata od tamtej... tamtego wypadku w mieście gdzie się poznaliśmy... - popatrzył na mnie. Ja również się w niego wpatrywałam. Widziałam każdy szczegół na jego twarzy. Nazwanie go ideałem nie było błędem.
- Tak?
- Bo... - czułam, że się czerwienię - bo ja się w tobie zakochałam. - powiedziałam ściszonym głosem. Ale po chwili powiedziałam trochę pewniej - Kocham cię Judal.
Judal zaczął się śmiać, ale nie jego normalnym sarkastycznym śmiechem tylko takim... niepewnym.
- No dobrze, ale o co tak naprawdę chodzi? - powiedział , ale skończył się śmiać gdy zobaczył moją poważną minę. - Zaraz, ty tak na poważnie?
Kiwnęłam głową bo po tamtym wyznaniu nie mogłam wydusić z siebie głosu.
- Ale, no wiesz... emm... - po chwili nabrał jednak pewności siebie - To znaczy, że... ja ciebie lubię, ale nie tak bardzo... - po raz pierwszy widziałam jak Judal się zawahał. Wiedziałam, że może kiedyś będzie jeszcze szansa.
Uśmiechnęłam się i nagle zaczęły mi płynąć łzy.
- Tei, nie bądź beksą - powiedział i się zarumienił. Wiem, że nie chciał mnie urazić.
Usłyszałam jak za nami ktoś schodzi z drzewa. To była Rozalia.
Rozalia? Judal?
- Judal, bo wiesz już trzymam to w sobie 4 lata od tamtej... tamtego wypadku w mieście gdzie się poznaliśmy... - popatrzył na mnie. Ja również się w niego wpatrywałam. Widziałam każdy szczegół na jego twarzy. Nazwanie go ideałem nie było błędem.
- Tak?
- Bo... - czułam, że się czerwienię - bo ja się w tobie zakochałam. - powiedziałam ściszonym głosem. Ale po chwili powiedziałam trochę pewniej - Kocham cię Judal.
Judal zaczął się śmiać, ale nie jego normalnym sarkastycznym śmiechem tylko takim... niepewnym.
- No dobrze, ale o co tak naprawdę chodzi? - powiedział , ale skończył się śmiać gdy zobaczył moją poważną minę. - Zaraz, ty tak na poważnie?
Kiwnęłam głową bo po tamtym wyznaniu nie mogłam wydusić z siebie głosu.
- Ale, no wiesz... emm... - po chwili nabrał jednak pewności siebie - To znaczy, że... ja ciebie lubię, ale nie tak bardzo... - po raz pierwszy widziałam jak Judal się zawahał. Wiedziałam, że może kiedyś będzie jeszcze szansa.
Uśmiechnęłam się i nagle zaczęły mi płynąć łzy.
- Tei, nie bądź beksą - powiedział i się zarumienił. Wiem, że nie chciał mnie urazić.
Usłyszałam jak za nami ktoś schodzi z drzewa. To była Rozalia.
Rozalia? Judal?
wtorek, 5 sierpnia 2014
Od Judal'a
Parę godzin po tym jak uciekliśmy znaleźliśmy miejsce na obozowisko. Rozpaliliśmy więc tak jak zawsze ogień i załatwiliśmy parę potrzebnych rzeczy.
-Dobra ja idę-stwierdziła Rozalia i wstała.
-Coś często ostatnio znikasz. Czyżby ktoś sobie znalazł partnera? Hm?-spytałem ze złośliwym uśmiechem. Jak pewnie można zauważyć humor mi wrócił. Po co rozmyślać nad nudnymi sprawami!? Ważne, że mogę robić co chce! Nic więcej do szczęścia nie potrzebuje!
-Mam swoje powody żeby ciągle gdzieś chodzić. I nie jest to żaden związek-odparła. Nawet się nie zdenerwowała! To nie fair!
-Tak tak wszyscy Ci wierzą-odpowiedziałem jej sarkastycznie.
-Kiedyś się tego dowiesz. Ale kiedyś nie teraz-powiedziała i zaczęła odchodzić-A i jeśli spróbujesz dowiedzieć się tego wcześniej. Wyrwę Ci te kłaki-dodała.
-Ej, ej! Tylko nie kłaki!-oburzyłem się. Wiele rzeczy można mi wytykać...Choć nie. W końcu jestem ideałem. Ale tak czy siak do włosów się przyczepić nie można!-Roza traktujesz mnie kompletnie bez uczuć. Jak możesz być aż tak okrutna~?-jęknąłem niby płaczliwie.
-Nie zachowuj się jak duże dziecko-mruknęła Rozalia i całkowicie zniknęła w ciemności.
-Pf! Tei czy ja zachowuje się dziecinnie!?-spytałem dalej oburzony. Jak można mnie tak traktować!
-Oczywiście, że nie-powiedziała z uśmiechem. Siedzieliśmy chwilę w ciszy.
-Hm...Ciekawe gdzie Rozalia ciągle chodzi. Jak myślisz?-spytałem by przerwać cisze. Nie dość, że siedzenie w ciszy jest nudne to jeszcze irytujące!
-Myślę, że szuka drzewnych jam-stwierdziła Tei.
-Serio? Czemu miałaby to robić?-spytałem nieco zdziwiony.
-Bo w takich się wygodnie śpi-wyjaśniła. Naprawdę? Nigdy nie próbowałem spać w "drzewnych jamach"...Już wolę chyba spać na drzewie, a nie pod nim. W sumie jak tak myślę rzadko kiedy rozmawiamy o czymś z Tei. Jakoś trudno jest mi znaleźć jakiś temat który nas interesuje.
-A właśnie! Nie mówiłem tego wcześniej. Ładnie ich tam wszystkich pozabijałaś-odparłem lekko śmiejąc się i poklepałem ją po głowie. To chyba było dość normalne jeśli ją chwaliłem? Czy nie? Nie ważne! Ja chciałem tylko ją pochwalić, tyle.
-Judal mógłbyś gdzieś ze mną pójść?-spytała nagle Tei.
-Tak, czemu nie?-odparłem pytaniem. Byłem trochę zdziwiony...Ale co tam! Mogę gdzieś iść. Wstaliśmy i udałem się za Tei. Doszliśmy do jakiegoś jeziora. Tafla wody błyszczała dzięki pełni księżyca. Zapatrzyłem się w nią na chwilę. Nawet mnie czasem minimalnie zachwyca taki widok.
-No to o co chodzi?-spytałem w końcu.
Tei?
-Dobra ja idę-stwierdziła Rozalia i wstała.
-Coś często ostatnio znikasz. Czyżby ktoś sobie znalazł partnera? Hm?-spytałem ze złośliwym uśmiechem. Jak pewnie można zauważyć humor mi wrócił. Po co rozmyślać nad nudnymi sprawami!? Ważne, że mogę robić co chce! Nic więcej do szczęścia nie potrzebuje!
-Mam swoje powody żeby ciągle gdzieś chodzić. I nie jest to żaden związek-odparła. Nawet się nie zdenerwowała! To nie fair!
-Tak tak wszyscy Ci wierzą-odpowiedziałem jej sarkastycznie.
-Kiedyś się tego dowiesz. Ale kiedyś nie teraz-powiedziała i zaczęła odchodzić-A i jeśli spróbujesz dowiedzieć się tego wcześniej. Wyrwę Ci te kłaki-dodała.
-Ej, ej! Tylko nie kłaki!-oburzyłem się. Wiele rzeczy można mi wytykać...Choć nie. W końcu jestem ideałem. Ale tak czy siak do włosów się przyczepić nie można!-Roza traktujesz mnie kompletnie bez uczuć. Jak możesz być aż tak okrutna~?-jęknąłem niby płaczliwie.
-Nie zachowuj się jak duże dziecko-mruknęła Rozalia i całkowicie zniknęła w ciemności.
-Pf! Tei czy ja zachowuje się dziecinnie!?-spytałem dalej oburzony. Jak można mnie tak traktować!
-Oczywiście, że nie-powiedziała z uśmiechem. Siedzieliśmy chwilę w ciszy.
-Hm...Ciekawe gdzie Rozalia ciągle chodzi. Jak myślisz?-spytałem by przerwać cisze. Nie dość, że siedzenie w ciszy jest nudne to jeszcze irytujące!
-Myślę, że szuka drzewnych jam-stwierdziła Tei.
-Serio? Czemu miałaby to robić?-spytałem nieco zdziwiony.
-Bo w takich się wygodnie śpi-wyjaśniła. Naprawdę? Nigdy nie próbowałem spać w "drzewnych jamach"...Już wolę chyba spać na drzewie, a nie pod nim. W sumie jak tak myślę rzadko kiedy rozmawiamy o czymś z Tei. Jakoś trudno jest mi znaleźć jakiś temat który nas interesuje.
-A właśnie! Nie mówiłem tego wcześniej. Ładnie ich tam wszystkich pozabijałaś-odparłem lekko śmiejąc się i poklepałem ją po głowie. To chyba było dość normalne jeśli ją chwaliłem? Czy nie? Nie ważne! Ja chciałem tylko ją pochwalić, tyle.
-Judal mógłbyś gdzieś ze mną pójść?-spytała nagle Tei.
-Tak, czemu nie?-odparłem pytaniem. Byłem trochę zdziwiony...Ale co tam! Mogę gdzieś iść. Wstaliśmy i udałem się za Tei. Doszliśmy do jakiegoś jeziora. Tafla wody błyszczała dzięki pełni księżyca. Zapatrzyłem się w nią na chwilę. Nawet mnie czasem minimalnie zachwyca taki widok.
-No to o co chodzi?-spytałem w końcu.
Tei?
Od Tei: "Świetne zabawy!"
W końcu się wybudziłam. Zauważyłam Rozalię z kosą, i naszego wspaniałego magiego. Oboje byli we krwi, ale... chwila! Na policzku Judala było draśnięcie, z którego leciała krew. Nie dość, że mnie walnęli czymś tak mocno, że zemdlałam, próbują nas zabić to strącili okulary Judala i... ZADRAPALI... JUDALA!!! Moje oczy zaświeciły się jak nigdy dotąd i wyjęłam zarówno tasak jak i katanę. Zaczęłam chodzić dookoła strażników ze złowieszczym uśmiechem, szurając mieczem po bruku co wydawała okropny piskliwy dźwięk. Idealny - pomyślałam.
- A więc co by tu z wami zrobić? - zapytałam bardziej siebie niż innych. To jest świetna zabawa! Nie to co jakieś łażenie po kontynencie. Zaczęłam się psychopatycznie śmiać. Jeden z nich próbował uciec. Wbiłam mu tasak w stopę. - nieładnie tak uciekać. Ale skoro zgłosiłeś się na ochotnika... - powiedziałam obojętnie po czym uniosłam katanę - *SHINE! - krzyknęłam i przecięłam go na pół i zaczęłam ćwiartować - pomyślmy... ty tam podejdź tu! - wskazałam na niskiego i chudego strażnika - jesteś taki mały i chudziutki... przydałoby ci się trochę świeżego mięska prawda? - znowu zaczęłam się śmiać i wepchnęłam mu do ust katanę na której było nabitych kilka kawałków poprzedniego strażnika, aż nie przebiła się na drugą stronę głowy - Smaczne prawda? - spytałam z uśmiechem. Popatrzyłam na pozostałych. Mieli przerażone miny. Przy tak dobrej zabawie? Nie rozumiem ich.
- Już mnie nudzicie - powiedziałam poirytowana.- hmm... mam pomysł! - powiedziałam po czym odcięłam głowę jednemu, potem ręce innemu i wsadziłam je do głowy tak, że dłonie wystawały z ust i z szyi - jeszcze tasakiem poprawiłam mu uśmiech - Idealnie! Jak on miał na imię - zapytałam. Nikt nie odpowiadał - Jak... On... Miał... NA IMIĘ?!?!?! - krzyknęłam zdenerwowana i już nie wytrzymałam. Zaczęłam wszystkich dźgać i ciąć. Po chwili jednak zorientowałam się, że nikogo do zabijania już nie ma. Popatrzyłam po polu bitwy. W końcu znalazłam okulary, które podniosłam i wyczyściłam.
- Proszę - podałam je Judalowi, ale zareagował dopiero po chwili. Wziął i założył je.
- Ale była zabawa! - powiedziałam rozciągając się i podnosząc bronie. - Jestem ciekawa ile minie zanim znajdziemy jakąś rzekę albo jezioro - moje oczy jeszcze trochę świeciły. Popatrzyłam na Rozalię, która stała i patrzyła się na mnie od jakiegoś czasu.
- Gratuluje! To co teraz zrobiłaś idzie na pierwsze miejsce wśród twoich... zabaw.
- Może być jeszcze zabawniej! - moje oczy zabłysły szkarłatem.
Popatrzyłam na Judala. Jak zawsze gdy wspominano o tym kim jest zamyślał się i zamykała w sobie. W takim stanie jeszcze bardziej się o niego martwię.
- Chodźcie już! - krzyknęłam i złapałam ich za ręce i pociągnęłam za sobą do bramy.
Judal może przestaniesz rozmyślać nad sensem magi. Albo może Rozalia coś wymyśli?
*Shine - giń
- A więc co by tu z wami zrobić? - zapytałam bardziej siebie niż innych. To jest świetna zabawa! Nie to co jakieś łażenie po kontynencie. Zaczęłam się psychopatycznie śmiać. Jeden z nich próbował uciec. Wbiłam mu tasak w stopę. - nieładnie tak uciekać. Ale skoro zgłosiłeś się na ochotnika... - powiedziałam obojętnie po czym uniosłam katanę - *SHINE! - krzyknęłam i przecięłam go na pół i zaczęłam ćwiartować - pomyślmy... ty tam podejdź tu! - wskazałam na niskiego i chudego strażnika - jesteś taki mały i chudziutki... przydałoby ci się trochę świeżego mięska prawda? - znowu zaczęłam się śmiać i wepchnęłam mu do ust katanę na której było nabitych kilka kawałków poprzedniego strażnika, aż nie przebiła się na drugą stronę głowy - Smaczne prawda? - spytałam z uśmiechem. Popatrzyłam na pozostałych. Mieli przerażone miny. Przy tak dobrej zabawie? Nie rozumiem ich.
- Już mnie nudzicie - powiedziałam poirytowana.- hmm... mam pomysł! - powiedziałam po czym odcięłam głowę jednemu, potem ręce innemu i wsadziłam je do głowy tak, że dłonie wystawały z ust i z szyi - jeszcze tasakiem poprawiłam mu uśmiech - Idealnie! Jak on miał na imię - zapytałam. Nikt nie odpowiadał - Jak... On... Miał... NA IMIĘ?!?!?! - krzyknęłam zdenerwowana i już nie wytrzymałam. Zaczęłam wszystkich dźgać i ciąć. Po chwili jednak zorientowałam się, że nikogo do zabijania już nie ma. Popatrzyłam po polu bitwy. W końcu znalazłam okulary, które podniosłam i wyczyściłam.
- Proszę - podałam je Judalowi, ale zareagował dopiero po chwili. Wziął i założył je.
- Ale była zabawa! - powiedziałam rozciągając się i podnosząc bronie. - Jestem ciekawa ile minie zanim znajdziemy jakąś rzekę albo jezioro - moje oczy jeszcze trochę świeciły. Popatrzyłam na Rozalię, która stała i patrzyła się na mnie od jakiegoś czasu.
- Gratuluje! To co teraz zrobiłaś idzie na pierwsze miejsce wśród twoich... zabaw.
- Może być jeszcze zabawniej! - moje oczy zabłysły szkarłatem.
Popatrzyłam na Judala. Jak zawsze gdy wspominano o tym kim jest zamyślał się i zamykała w sobie. W takim stanie jeszcze bardziej się o niego martwię.
- Chodźcie już! - krzyknęłam i złapałam ich za ręce i pociągnęłam za sobą do bramy.
Judal może przestaniesz rozmyślać nad sensem magi. Albo może Rozalia coś wymyśli?
*Shine - giń
Od Rozalii: Usagi
- Scena jest moja, tak? - spytałam.
- Oczywiście! - powiedział znudzony.
- Wreszcie mogę użyć! - krzyknęłam uradowana. - Duchu Życia i Śmierci, rozkazuję ci. Korzystając z mego magoi, użyj swej potęgi, aby moja wola ożyła! Przybądź, Usagi!
Przywołałam moc mojego dżina. Kiedy to zobaczyli byli dość przestraszeni, ale i tak zapewne mniej się bali niż Judal'a.
- No, no, no! Wreszcie się zabawię! Pokażcie mi swoją moc! - powiedziałam z szyderczym uśmiechem.
- To jakaś wariatka! - krzyknął któryś ze strażników.
- Chyba naprawdę śpieszno Ci do śmierci... Żeby denerwować Judala-chan i jeszcze mnie obrażać!
- O-o czym ty mówisz?! - spytał znów.
- Zastanawiam się jak Cię zabić. Poćwiartować, a może tylko odciąć głowę? - pytałam.
- C-co?! - przestraszył się.
- Albo już wiem! Będę Ci odcinać wszystkie kończyny jedna po drugiej! Któryś jeszcze się pisze? - mówiłam jak prawdziwy psychopata. Na ich nieszczęście, to byłam prawdziwa ja! Patrzyli na mnie z przerażeniem. Podeszłam do tego mężczyzny i powoli odcinałam każdą jego kończynę. Nie zniknął mi przy tym uśmiech.
- I co Judal? Podoba się? - spytałam się.
- Tak, tak - powiedział znudzonym głosem.
Ja wróciłam do cięcia ludzi. Specjalnie dla Tei zostawiłam kilku strażników. W końcu, kiedy mi się znudziło. Oni nie mieli szczęścia. Akurat, kiedy ja skończyłam dziewczyna się wybudziła. Jedyne co jej powiedziałam zanim wpadła w szał:
- Zostawiłam ich dla Ciebie. Mam nadzieje, że będziesz się dobrze bawić...
Tei? Mam nadzieję, że ładnie ich zamordujesz!
- Oczywiście! - powiedział znudzony.
- Wreszcie mogę użyć! - krzyknęłam uradowana. - Duchu Życia i Śmierci, rozkazuję ci. Korzystając z mego magoi, użyj swej potęgi, aby moja wola ożyła! Przybądź, Usagi!
Przywołałam moc mojego dżina. Kiedy to zobaczyli byli dość przestraszeni, ale i tak zapewne mniej się bali niż Judal'a.
- No, no, no! Wreszcie się zabawię! Pokażcie mi swoją moc! - powiedziałam z szyderczym uśmiechem.
- To jakaś wariatka! - krzyknął któryś ze strażników.
- Chyba naprawdę śpieszno Ci do śmierci... Żeby denerwować Judala-chan i jeszcze mnie obrażać!
- O-o czym ty mówisz?! - spytał znów.
- Zastanawiam się jak Cię zabić. Poćwiartować, a może tylko odciąć głowę? - pytałam.
- C-co?! - przestraszył się.
- Albo już wiem! Będę Ci odcinać wszystkie kończyny jedna po drugiej! Któryś jeszcze się pisze? - mówiłam jak prawdziwy psychopata. Na ich nieszczęście, to byłam prawdziwa ja! Patrzyli na mnie z przerażeniem. Podeszłam do tego mężczyzny i powoli odcinałam każdą jego kończynę. Nie zniknął mi przy tym uśmiech.
- I co Judal? Podoba się? - spytałam się.
- Tak, tak - powiedział znudzonym głosem.
Ja wróciłam do cięcia ludzi. Specjalnie dla Tei zostawiłam kilku strażników. W końcu, kiedy mi się znudziło. Oni nie mieli szczęścia. Akurat, kiedy ja skończyłam dziewczyna się wybudziła. Jedyne co jej powiedziałam zanim wpadła w szał:
- Zostawiłam ich dla Ciebie. Mam nadzieje, że będziesz się dobrze bawić...
Tei? Mam nadzieję, że ładnie ich zamordujesz!
Od Judal'a: Jak zawsze...
Zaczęliśmy uciekać jednak nawet ja mogłem zauważyć, że coś jest nie tak. Nikt a nikt nas nie gonił. Wtedy nagle Rozalia dostała czymś w głowę. Przez to uderzenie zemdlała. Ktoś zamachnął się także na mnie jednak wtedy od razu użyłem borg. Tarcza utworzona przez rukh od razu mnie ochroniła.
-Ładnie to tak uderzać kogoś z zaskoczenia?-spytałem z uśmiechem seryjnego zabójcy. Można ich trochę postraszyć! A co! Strażnicy zaczęli gromadzić się wokół mnie. Jeden z nich skoczył na mnie. Oczywiście osłona utworzona przez rukh od razu pojawiła się. Ja westchnąłem.
-Żadnej zabawy. Zwykłe ataki tej tarczy nie zniszczą-powiedziałem przewracając oczami. Wtedy jednak jego miecz rozbłysną płomieniami. Zdobywca lochu! Jego atak przełamał borg. Zadrasnął mój policzek i przy okazji strącił moje okulary. Dotknąłem drobnej rany z której powolnie ciekła krew. Spojrzałem morderczym wzrokiem na tamtego człowieka.
'
-To boli-mruknąłem. Wokół mojej różdżki zaczęły zbierać się błyskawice. Zdobywca lochu patrzył teraz na mnie przerażony. Błyskawica uderzyła go z taką siłą, że poleciał nieco w góre. Naspnie uderzył o lodowy kolec który pozostał z mojego wcześniejszego zaklęcia, z taką siłą, że lód roztrzaskał się na kawałki. Teraz także strażnicy patrzyli na mnie ze strachem ale także podziwem. Zobaczyłem, że Rozalia się budzi.
-Śpiąca królewna przebudziła się?-spytałem patrząc w jej strone. Mimo mojej własnej woli uśmiechnąłem się. Ona wstała z ziemi i otrzepała ubrania.
-Widzę, że bawiłeś się beze mnie?-spytała z ironią.
-Hm...Może troszkę-wzruszyłem ramionami, a mój uśmiech poszerzył się.
-To Magi...-usłyszeliśmy nagle szept jednego ze strażników. Od razu odwróciłem się w jego stronę.
-Co mówiłeś?-spytałem z poważną miną. Znów się zaczyna...
-J-jesteś Magim? Prawda?-zapytał mnie. Za nim zaczęły się szepty. Było to coś w stylu "Rzeczywiście", "On ma racje", "Tylko Magi by to potrafił", "On jest niesamowity". Im więcej tego typu rzeczy słyszałem tym większa zbierała się we mnie złość. Naprawdę tego nienawidzę. Wszyscy zwracają uwage tylko na to, ze jestem Magim! No tak! Bo to niby niesamowite! A to jaki ja jestem się nie liczy? No nie! Nie ważne jaki jestem. W końcu jestem Magim, o mój boże! Zacisnąłem pięści.
-Znowu się zaczyna-usłyszałem głos Rozalii. Obróciłem się do niej.
-Że niby o czym mówisz?-spytałem udając głupiego. Choć w mojej wypowiedzi była odrobina sarkazmu.
-Zaraz wszystkich pomordujesz, prawda?-było to oczywiście pytanie retoryczne. Westchnąłem. Nie chciało mi się nawet żartować...A zabijanie bez żartowania to żadna frajda.
-Może tym razem zostawię to tobie?-odparłem pytaniem i obojętnie wyminąłem strażników-Scena jest twoja-powiedziałem obojętnie.
Rozalia pokażesz coś ciekawego?
-Ładnie to tak uderzać kogoś z zaskoczenia?-spytałem z uśmiechem seryjnego zabójcy. Można ich trochę postraszyć! A co! Strażnicy zaczęli gromadzić się wokół mnie. Jeden z nich skoczył na mnie. Oczywiście osłona utworzona przez rukh od razu pojawiła się. Ja westchnąłem.
-Żadnej zabawy. Zwykłe ataki tej tarczy nie zniszczą-powiedziałem przewracając oczami. Wtedy jednak jego miecz rozbłysną płomieniami. Zdobywca lochu! Jego atak przełamał borg. Zadrasnął mój policzek i przy okazji strącił moje okulary. Dotknąłem drobnej rany z której powolnie ciekła krew. Spojrzałem morderczym wzrokiem na tamtego człowieka.
'
-To boli-mruknąłem. Wokół mojej różdżki zaczęły zbierać się błyskawice. Zdobywca lochu patrzył teraz na mnie przerażony. Błyskawica uderzyła go z taką siłą, że poleciał nieco w góre. Naspnie uderzył o lodowy kolec który pozostał z mojego wcześniejszego zaklęcia, z taką siłą, że lód roztrzaskał się na kawałki. Teraz także strażnicy patrzyli na mnie ze strachem ale także podziwem. Zobaczyłem, że Rozalia się budzi.
-Śpiąca królewna przebudziła się?-spytałem patrząc w jej strone. Mimo mojej własnej woli uśmiechnąłem się. Ona wstała z ziemi i otrzepała ubrania.
-Widzę, że bawiłeś się beze mnie?-spytała z ironią.
-Hm...Może troszkę-wzruszyłem ramionami, a mój uśmiech poszerzył się.
-To Magi...-usłyszeliśmy nagle szept jednego ze strażników. Od razu odwróciłem się w jego stronę.
-Co mówiłeś?-spytałem z poważną miną. Znów się zaczyna...
-J-jesteś Magim? Prawda?-zapytał mnie. Za nim zaczęły się szepty. Było to coś w stylu "Rzeczywiście", "On ma racje", "Tylko Magi by to potrafił", "On jest niesamowity". Im więcej tego typu rzeczy słyszałem tym większa zbierała się we mnie złość. Naprawdę tego nienawidzę. Wszyscy zwracają uwage tylko na to, ze jestem Magim! No tak! Bo to niby niesamowite! A to jaki ja jestem się nie liczy? No nie! Nie ważne jaki jestem. W końcu jestem Magim, o mój boże! Zacisnąłem pięści.
-Znowu się zaczyna-usłyszałem głos Rozalii. Obróciłem się do niej.
-Że niby o czym mówisz?-spytałem udając głupiego. Choć w mojej wypowiedzi była odrobina sarkazmu.
-Zaraz wszystkich pomordujesz, prawda?-było to oczywiście pytanie retoryczne. Westchnąłem. Nie chciało mi się nawet żartować...A zabijanie bez żartowania to żadna frajda.
-Może tym razem zostawię to tobie?-odparłem pytaniem i obojętnie wyminąłem strażników-Scena jest twoja-powiedziałem obojętnie.
Rozalia pokażesz coś ciekawego?
Subskrybuj:
Posty (Atom)